1965


Numer 1 nosi datę 11 pażdziernika 1965 roku. Na okładce — typowy łódzki pejzaż: kałuże na chodniku i tory tramwajowe. Wewnątrz pośpiesznie sklecone doniesienia drobne.
Kronika wypadków. Mieliśmy już pierwsze wykłady z ciała stałego i fizyki atomowej. Ofiar w ludziach nie odnotowano. Sprawca pozostaje na wolności; na roku wytworzył się nastrój przygnębienia.

Nieprawdą jest, jakoby urządzenie stojące w II Pracowni koło spektrografu służyło do wyrzucania rakiet z głowicami jądrowymi. W rzeczywistości nie nadaje się ono do tego, jak i zresztą do niczego innego.


Numer 2 z 17 pażdziernika. Na okładce Elżbieta Zujewska, wewnątrz znów sporo drobiazgów, w tym ze Studium Wojskowego.

We czwartek prócz nominacji na wyższe stopnie (jednak mjr Konik nie dostał pułkownika), Knapik otrzymał nagrodę 250 zł. za wzorową postawę żołnierza i niezłomne trwanie na straży granic i ustroju, jak również swobód demokratycznych w kraju.

W karnawale najmodniejszy będzie garnitur męski jednorzędowy, jednoczęściowy (patrz zdjęcie). Spodnie-rajstopy doskonale nadają się na długie spacery w deszczu. Do garnituru L2 stosować należy metalowy melonik — modne są zielone, z połyskiem, który można uzyskać przez smarowanie smalcem.

Nieszczęśnik z łopatą, to Leszek Łasoń; na drugim zdjęciu Czesio Domański, Jurek Głowacki, ktoś czyjego nazwiska nie pamiętam i Władek Wilczyński prezentują kostiumy kąpielowe na lato.


Numer 3 (25 pażdziernika) zawiera m.in. doniesienia z II Pracowni Fizycznej:
Kończy się październik, miesiąc oszczędności. W związku z tym część koleżanek i kolegów przestaje się oszczędzać, zabierając się do roboty. Jednym z symptomów jest to, że Knapik i Wrotniak, którzy dotąd w czasie pracowni snuli się po korytarzu z kanapkami w rękach, teraz robią to samo, lecz z lutownicami lub czymś jeszcze gorszym.
Aktywizują się też koledzy Barski i Bogdański, co widać na zdjęciu. Nie wiemy tylko, czy p. Kałużyńskiemu uda się potem zaktywizować mikroskop.
Kronika Towarzyska
W związku z tym, że osoby niepalące na roku dardzą się policzyć na palcach jednej ręki, proponujemy wzięcie ich pod ochronę: zakaz częstowania papierosami i zadymiania, jak również dokarmianie w okresie chłodów zimowych i na przednówku.

Numer 4 z 2 listopada donosi:
P. Knapik, choć nie zrobił knapikówki, zrobił za to wycieczkę do Warszawy. Wyruszamy w piątek spod gmachu Rektoratu.

W Pracowni Fizycznej II odbyła się premiera zapowiadanego na naszych łamach "Finału". Obecny był kreujący niemal główną rolę p. Kondrasiuk, jak również obaj panowie magistrowie z p. Kałużyńskim i obcęgami. Rozentuzjazmowane wielbicielki talentu p. Kondrasiuka demolowały sprzęt pracowni, któremu i tak już niewiele brakuje do stanu krańcowo wielkiej entropii. Projektor i film, na szczęście, wyszły cało.

Mało brakowało, a koledzy Knapik i Wrotniak wykonaliby pierwszy pomiar na II Pracowni; na szczęście wyperswadowano im to.


Numer 5 (8 listopada) zawiera doniesienia i zdjęcia z wycieczki do Warszawy, zorganizowanej przez niezmordowanego Knapika. Na okładce: Ania Stępień, Jurek Głowacki i Władek Wilczyński.
Wróciliśmy już do Łodzi i odespaliśmy wycieczkę. Niestety, o studenckich demonstracjach nic się nie dowiedzieliśmy, a szkoda, bo polska prasa — jak zawsze — nie puszcza pary z tzw. gęby.
Demonstracje studenckie w 1965 roku, trzy lata przed Marcem? Kto teraz pamięta?

Numer 6 (13 listopada), z Bożeną Szklarek na okładce, zawiera wyniki ankiety:
W wyniku długotrwałych indagacji, nagabywań tudzież pogoni za bardziej opornymi jednostkami udało się zebrać zaledwie 27 odpowiedzi na pytanie: Jaki egzamin był dotąd najcięższy?

  1. Analiza II (9 głosów)
  2. Chemia (6)
  3. Elektronika (5)
  4. Fizyka I (4)
  5. Fizyka II (2)
  6. Analiza I (1 głos).

Dla przypomnienia, nazwiska wykładowców: Dr Jakubowski (Analiza II), Dr Ruskulowa (Chemia), Dr Braun (Elektronika), Dr Musiatowicz (Fizyka I i II), Dr Matysiak-Janikowska (Analiza I).

Wywiad z wybranym przez nasze panie Mister III Roku, Marianem Strzelczykiem:

Spin: Co Pan robił, żeby osiągnąć zwycięstwo w tym, tak mocno obsadzonym, konkursie?
Mister: Zupełnie nic.
Spin: A co Pan będzie robił by utrzymać tę lokatę?
Mister: Też nic.
Spin: A w ogóle, co słychać?
Mister: Pompa mi nie działa.

(Wywiad, tak jak większość życia towarzyskiego, miał miejsce na II Pracowni, prowadzonej przez Jurka Rutkowskiego i Wojtka Michalaka. Na zdjęciu: Marian z Bogdanem Bogdańskim.)


Numer 7 (22 listopada), na okładce Andrzej Wojciechowski. Życie dalej koncentruje się w II Pracowni, skąd nadeszły kolejne dwa doniesienia:
Piękny sukces naszych alpinistów! W ubiegły piątek nasz czołowy alpinista, p. Wojciechowski pokazał, że rzeczywiście coś potrafi i bez żadnego trudu dokonał wspinaczki na najwyższe wzniesienie II Pracowni: piec w pokoju spektrografu. Wyczyn ten śledziło z zapartym tchem wiele osób, w tym liczne kobiety, które zgotowały Andrzejowi ogromną owację.
Mieliśmy też możność oglądać w piątek akcję p.t. "Kochajcie p. Marszałka", połączoną z aukcją wartościowych (choć zakurzonych) dzieł sztuki socrealistycznej. Niektórzy koledzy mieli łzy w oczach.

Tego Rokossowskiego znaleźliśmy na pracowni za piecem, gdzie przypuszczalnie przeleżał od 1956 roku. Jurek i Wojtek mieli do nas anielską cierpliwość (a być może też się dobrze bawili?). Na zdjęciu — Jacek Stachowiak, jeden z filarów Spina.


Numer 8 z 29 listopada. Na okładce Janusz Kowalski i Tadek Pakuła próbują wysadzić bezpieczniki. W numerze — Jasio Kondrasiuk zjada cztery ptysie (przegrywając zakład o zjedzenie pięciu).
Andrzej Woźnicki przyłącza się do tej szlachetnej rywalizacji; założył się o pięć ptysiów, że zje ich dziesięć.

Nieprawdą jest, jakoby "Spin" miał wprowadzić stały dział turystyczny. Prawdą jest natomiast, że w razie potrzeby możemy wprowadzić dział wycieczek osobistych.

Kontynuowaliśmy też rozpoczęty wrześniej Podręcznik Podrywologii Teoretycznej w odcinkach.

Podczas "Andrzejków" w PWSM p. Kondrasiuk co rusz to opuszczał salę balową. P. Linek wysunął nawet hipotezę, że to sprawka którejś zaborczej koleżanki, lecz wyjaśniło się, że to jeszcze skutki owych czterech ptysiów. Odetchnęliśmy z ulgą.

Numer 9 z 6 grudnia. Na okładce Marian Strzelczyk.
Sobotnie imieniny Barbary stały się okazją do wielu toastów. (...) U p. Markowskiej bawiono się w sobotę już od dziewiątej rano! Ale p. Kondrasiuk wszystko przetrzyma, bo jak oświadczył, "Trza pić i tańcować a bieda musi sfolgować".
Andrzej Wożnicki wspaniałym wynikiem 10 ptysiów ustanowił nowy rekord roku w tej konkurencji. W wywiadzie dla "Spina" oświadczył: "Trenowałem bardzo solidnie. Miałem zresztą od dziecka zdolności do tych rzeczy — mama mówiła mi: Nic z ciebie nie będzie, całą pensję przejesz..."

Numer 10/11 (podwójnej objętości) ukazał się 13 grudnia; na okładce — Dr Wiktor (usiłujący nauczyć nas podstaw metodyki nauczania fizyki).
Marian Strzelczyk dostał nagrodę Spina za wpajanie w mjr Konika zasad szczególnej teorii względności.
Marian: Masa rentgenometru jest równa 3.1 kg...
Mjr Konik: Instrukcje podają 3.2 kg!
Marian: To zależy od prędkości, z jaką porusza się rentgenometr.

Organizacja ZMS na roku aktywizuje się; nie wiadomo tylko, czy nie wyłoni się w niej odłam prochiński. Zebranie w każdym razie już było.

Cały ten ZMS liczył na roku dwie (trzy?) osoby i powoli sobie usychał, aż usechł.

Rekord pobity! Jacek Stachowiak dowiódł, że ma wielkie możliwości i zjadł (słabe określenie!) 11 ptysiów. Nie wygrał zakładu o 15, ale rekord pobił. Jak oświadczył, ptysie są całkiem smaczne do siódmego z rzędu. Andrzej Woźnicki zapowiedział rewanż.

Rewanż nigdy nie nastąpił. Ile można? Na zdjęciu Janek Kondrasiuk i Jacek podczas bicia rekordu.

Powstał Związek Zawodowy Ofiar Spina. Prezesem i założycielem jest mgr Rutkowski, skarbnikiem — p. Kondrasiuk, który rozpoczął kadencję od zebrania składek od prezesa.

Na zdjęciu: Elżbieta Zujewska, Marek Linek i Wiesiek Jabłoński pilnują dr Wiktora przy wpisywaniu stopni z kolokwium.

Lewym uchem:
  • "Freud był, wiecie, taki niedopieszczony, kobiety go nie lubiły, to wszędzie widział seksualizm..." — dr Wiktor
  • "Ja osiwieję na tej II Pracowni!" — mgr Rutkowski
  • "Ja się czynnikami rządowymi nie przejmuję!" — p. Knapik, reakcjonista

Numer 12/13/14 (świąteczny) zamyka pierwszy rok działalności Spina. W numerze, a jakże, szopka świąteczna.
Czerwone jabłuszko przekrojone na krzyż
Czemu ty studencie krzywo na mnie patrzysz?
Janisz za wodą, Konik za wodą,
Napuścić na siebie, to się pobodą...
— płk. Rutowicz

Jądrowcem dobrze jest być,
Wysokie energie mieć,
Bo jądrowca życie — raj, ach, raj!
Jądrowcze nukleon mi daj!
— dr Tomaszewski

Możemy pogratulować panu magistrowi Rutkowskiemu i panu doktorowi Kołodziejczykowi, zdobywcom pierwszych miejsc w swych konkurencjach w naszym plebiscycie na najbardziej lubianego asystenta i wykładowcę.

W klasie asystentów (i prowadzących ćwiczenia, w sumie 26 startujących) zwyciężył zdecydowanie p. mgr Rutkowski.

Wśród wykładowców (13 kandydatów) walka była bardzo zacięta; dr Kołodziejczyk wyprzedził dra Jakubowskiego dosłownie o pierś. A oto czołówka klasyfikacji, z procentami uzyskanych punktów.

Asystenci
  1. Mgr Rutkowski — 35.8
  2. Dr Sroka — 19.0
  3. Dr Małuszyńska — 11.1
  4. Dr Kluczyński — 8.9
  5. Mgr Chądzyński — 7.0
  6. Mgr Braun — 6.0
Wykładowcy
  1. Dr Kołodziejczyk — 16.0
  2. Dr Jakubowski — 15.5
  3. Dr Musiatowicz — 10.9
  4. Dr Michalak — 9.0
  5. Dr Przytuła
  6. Dr Waliszewski
  7. Dr Tomaszewski — 8.5
Swą ogromną popularność wśród studentów Jurek zawdzięczał (i mam nadzieję, że nadal zawdzięcza) nie tylko poczuciu humoru i cierpliwości, z jaką znosił wszystkie nasze wybryki, ale także i temu, że potrafił nas czymś zainteresować i czegoś nauczyć. Z perspektywy lat nie zmieniłbym wyników tego plebiscytu.
Pan magister Braun chodzi smutny, bo dostał mało sprawozdań i nie będzie miał czego poprawiać przez Święta.

Sennik egipski:

  • Złotego Tissota połamanym dyszlem naprawiać — z oscyloskopu OKR-2 rychło korzystać będziesz.
  • Pod kościołem o wsparcie prosić — praca na Uniwersytecie zapewniona.
Lot kolegi Knapika wzbudza sensację!
W piątek został przeprowadzony eksperyment kosmiczny na skalę międzynarodową: kosmonauta Knapik spędził w specjalnej kabinie 28 minut! Inicjatorzy eksperymentu, panowie Pakuła i Bogdański, trzymali wszystko do ostatniej chwili w tajemnicy.
  • Godzina 11:30. Kosmonauta wchodzi do kabiny, zamontowanej w rejonie II Pracowni. Właz zostaje (z pewnym trudem) zamknięty. 5-4-3-2-1-0!!!
  • 11:35. Kosmonauta wykazuje dobre samopoczucie i dużą odporność nerwową. Wszystko przebiega zgodnie z planem.
  • 11:45. Kosmonauta zaczyna głośno powątpiewać w celowość eksperymentu, a nawet w poczytalność jego inicjatorów.
  • 11:49. Kosmonauta próbuje opuścić kabinę, czyli orbitować. Niestety, właz nie otwiera się. Niepowodzeniem kończy się też próba przejścia do sąsiedniej kabiny. Kosmonauta rezygnuje z dalszych prób.
  • 11:55. Wszystko zgodnie z planem.
  • 11:58. Przybyła na miejsce ekipa techniczna pod kierownictwem p. Kałużyńskiego otwiera właz; kosmonauta opuszcza kabinę po niemal półgodzinnym locie.
Na pytanie Spina, jak mu się leciało, odpowiedział: "Świetnie. Tylko fotel był może niezbyt wygodny, ale za to sterowanie bardzo proste. No, wielka w tym zasługa kolegów Bogdańskiego i Pakuły. Gdyby nie oni, rzecz nie doszłaby do skutku".

Pan Aleksander Kałużyński, technik II Pracowni, znosił nas ze stoickim spokojem, jak dopust Boży albo stacjonowanie wojsk Paktu Warszawskiego. A na Knapika wpadłem przypadkiem dwadzieścia osiem lat później, podczas krótkiego wypadu do Polski, na Dworcu Centralnym (podejrzewam, że on tam mieszka). Taki sam.


Powrót do portierni

Posted 1997/09/11; updated 1999/06/03 Copyright © 1997-1999 by J. Andrzej Wrotniak.